W styczniu 2000 roku, częste bóle głowy skłoniły mnie do wykonania skanu CAT i w ten sposób ujawnił się 3-centymetrowy guz mózgu w lewym płacie czołowym. Miałam wtedy 38lat, moje dwie córki 15 i 12 lat. Mój neurochirurg zalecił natychmiastową operację. Jednak, po wielu dyskusjach, w związku z powolnym powiększaniem się raka i brakiem obrzęku, zdecydował że możemy ją odłożyć i obserwować guz co 3 miesiące przez MRI. Guz był stabilny przez około 3 lata, po czym nagle urósł o 25%.
4 września 2003 roku, jak miałam 41 lat, w 42 urodziny mojego męża, przeszłam operację w szpitalu Cedars Sinai w Los Angeles. Spędziłam następne dni, w tym naszą 19 rocznicę ślubu w ICU. Raport patologiczny wykazał 2 stopień Oligodendrogliomy. Operacja okazała się sukcesem i ani chemioterapia ani promieniowanie nie było potrzebne. Jednak, jako że nie jest naturą raka po prostu znikać i zwykle wracają one po upływie czasu, niezbędne było monitorowanie go metodą MRI co 3 miesiące. Życie od badania do badania stało się naszą codziennością.
Wszystkie raporty MRI pozostawały stabilne do listopada 2013 roku, kiedy dostałam informację o ponownym powiększeniu się guza. Mój neurochirurg polecił 4-6 miesięcy chemii, a jeśli to nie zadziała, niezbędna będzie kolejna operacja, trzeba będzie „wejść i posprzątać ten bałagan”. Dał mi również anty-napadowe leki, które spowodowały że czułam jak wydzielają się jakieś niewyjaśnione zapachy. Mój lekarz opisał to jako węchowe napady. I to wtedy, gdy zaczęłam przeglądać Charlotte's Web w poszukiwaniu zamiennika dla tych leków, natknęłam się na informacje że olej konopny stał się obiecującą metodą terapii na raka i może być alternatywą dla chemioterapii. Żyłam w stanie, gdzie nie mieliśmy dostępu do konopi, jednak moja córka Jillian, mieszkała w San Fransisco, gdzie medyczna marihuana była legalna.
Gdy Jillian przyjechała do domu na święta, razem z moim mężem Rickiem zdecydowali że jest to odpowiedni czas aby podjąć decyzję, żeby coś zrobić. Nie byłam na to gotowa, chciałam tylko spokojnych świąt z moją rodziną. W drugi dzień świąt postanowiłam pojechać do Kalifornii, zobaczyć jak się ma ten olej konopny do terapii. Mój mąż wziął wolne w pracy z powodu nagłego wypadku. Więc odłożyliśmy choinkę, posprzątaliśmy ozdoby, cały dom, załadowaliśmy samochód i wyruszyliśmy w drogę do Kalifornii. Rozmawialiśmy z lekarzami, spotkaliśmy się z grupą wsparcia dla osób korzystających z oleju jako metody leczenia raka, czytaliśmy artykuły o udanych wynikach leczenia guzów olejem w Hiszpanii i Amsterdamie i gromadziliśmy informację skądkolwiek mogliśmy. Postanowiliśmy dać tej terapii szansę. Zwłaszcza gdy przeczytaliśmy w gazecie o badaniach nad chemioterapią, którą mój lekarz polecał. Te badania dowodziły że w przypadkach takich jak mój, chemia pomaga na początku, dając pozytywne wieści, ale potem zostawia zmutowane komórki rakowe i guz rośnie, a choroba atakuje bardziej agresywnie.
Po wielu naradach, razem z mężem zdecydowaliśmy się na 90-dniową próbę leczenia konopiami. Mój neuroonkolog w San Fransisco uznał że moja sytuacja nie jest tragiczna i może zezwolić na 90-dniową nieortodoksyjną metodę, jednak jeśli ta nie zadziała, konieczna będzie operacja. Po tym jak już wybraliśmy tę ścieżkę, niesamowici uzdrowiciele pojawili się, aby pomóc mi z przejściem przez to nieznane terytorium. Ci uzdrowiciele to jedna z najlepszych neurologicznych grup na świecie. Wiem że miałam niezwykłe szczęście. Jestem ogromnie wdzięczna każdej jednej osobie, która była ze mną, za każdą opinię i inne dary, które umożliwiły mi skorzystanie z tej terapii.
Po dopełnieniu wszystkich formalności, zamieszkaliśmy w San Fransisco i mogłam uzyskać kartę medycznej marihuany. Karta była przeznaczona do leczenia raka, ale, co zdumiewające, olej konopny pomógł mi też z moimi bólami stawów, głowy i fibromialgią. Bóle głowy dokuczały mi przez wiele lat i z czasem tylko się pogarszały, teraz są niewielkie lub w ogóle ich nie ma. Poza olejem konopnym, suplementami i zdrowym czystym jedzeniem nie zażywałam nic przez ostatnie 8 miesięcy.
Kiedy przyjechaliśmy do San Fransisco, mój mąż Rick stał się moim Aniołem z Nieba. Opiekował się mną cały czas, a ja ustanowiłam go swoim prawnym opiekunem, także mógł odbierać moje leki gdy ja nie byłam w stanie. Kupił dobrą sokowirówkę i zaczął robić sok z organicznych, niemodyfikowanych genetycznie warzyw. Przygotowywał prawie wszystkie moje organiczne, bezglutenowe posiłki i brał mnie codziennie na spacer, abym zaczerpnęła świeżego powietrza. Nasz tymczasowy dom znajdował się naprzeciwko parku Golden Gate więc przez czas mojej terapii codziennie chodziliśmy przez niego na plażę. Zaczęłam nazywać park Babcią GG, ponieważ czułam się pielęgnowana w obfitości natury i te codzienne rytuały na łonie Matki Natury były, tak uważam, bardzo ważnym elementem mojego leczenia. Zdobyliśmy maszynę, dzięki której mieliśmy czystą alkaliczną wodę do picia. Miałam cały arsenał do walki z rakiem – suplementy, jedzenie i praktykę w pracy nad moim fizycznym, duchowym i emocjonalnym zdrowiem.
Planowaliśmy skorzystać z terapii Ricka Simpsona, 60 gramów silnie skoncentrowanego oleju konopnego przez okres 90 dni, z zasadą że im więcej THC w oleju tym lepiej zabija on raka. Moje co 3-miesięczne MRI miałam zaplanowane na kwiecień. W tym czasie nie przybrałam ani grama i martwiłam się, że wynik nie będzie taki na jaki liczyłam. Raport nie pokazał zmniejszenia się największego guza, jednak był też mniejszy, nieoperacyjny guz w obrębie cyrilicy, guz który monitorowaliśmy od czasu mojej pierwszej operacji 10 lat wcześniej i który całkowicie zniknął. Byliśmy zaskoczeni i dało nam to siłę i zachętę aby kontynuować leczenie olejem konopnym. Aby dostosować dawkę oleju musieliśmy podbudować moją tolerancję. Miałam dużo fizycznych trudności w trakcie tego procesu, takich jak napady, spacery w środku nocy, drgawki, konwulsje, mdłości, frustracja, brak apetytu i wiele łez. W końcu osiągnęłam tolerancję grama na dzień, aż w końcu dwóch gramów na dzień, w ostatnich 2 tygodniach przed moim drugim MRI, które miało się odbyć końcem sierpnia.
W sierpniu, 8 miesięcy po rozpoczęciu leczenia konopiami, moje wyniki MRI zobaczył główny Radiolog, mój neuroonkolog, i mój światowej sławy neurochirurg i wszyscy oni doszli do wniosku że jedyne co zostało po moim guzie to tkanka bliznowata. Będę miała kolejne MRI w grudniu. Ponieważ te guzy są chroniczne i mają tendencję do powracania, zawsze już będę żyła od jednego badania do drugiego, ale najważniejsze, że będę żyć... i to w świetnym zdrowiu, z bardzo dobrym systemem odpornościowym, który nie był narażony na chemię i promieniowanie, jak to zwykle bywa w przypadku takich guzów jak mój jak i innych rodzajów raka.
Obywdoje z mężem straciliśmy zbędne 15 kilogramów przez codzienne spacery i zdrowe jedzenie. Nigdy nie miałam tzw. „gastro” jak niektórzy na tym leku. Palenie marihuany podobno powoduje efekt stymulacji apetytu. Nie paliłam jej, tylko przyjmowałam w postaci kapsułek, więc miało to na mnie inny wpływ. Kiedy zwiększyłam tolerancję na THC, mimo że przyjmowałam duże dawki, nie doznawałam uczucia „bycia na haju”. Dawało mi to głębokie spełnienie, dobre samopoczucie. Czytałam wyznania innych ludzi o ich doświadczeniach w przyjmowaniu dużych dawek oleju konopnego. Większość z nich zasypiała, jednak ja czułam bezsenność i potrzebę spacerowania.
Jako że olej konopny z wysoką zawartością THC jest niezbędny do zabicia komórek rakowych, martwi mnie że w wielu stanach mówi się tylko o legalizacji olejku CBD. To świetna nowina dla pacjentów z napadami, ale nie jest opcją dla osób chorujących na raka, do tego THC ma wiele innych zdrowotnych zastosowań, które nie powinny być pomijane.
Poniżej jest lista innych sposobów, które pomogły mi w leczeniu.
Jedzenie to lek.
Rak rośnie w kwaśnymśrodowisku, dlatego jedzenie bogate w alkaliczność to klucz do zdrowego życia. Rak pożywia się też cukrem. Piłam alkaliczną wodę z maszyny Kangan, świeże soki z różnych organicznych warzyw (głównie marchewki,seler, jarmuż, imbir, buraki i kurkumy) codziennie, razem z dietą bezglutenową, organiczną, z bardzo małą ilością cukru i niemodyfikowaną genetycznie.
Suplementy to też lek.
Suplementy, które znalazłam aby pomogły mi wygrać w walce z rakiem mózgu to zielona herbata, olej kokosowy, witamina D3, kolagen Q10, kurkuma z pieprzem, kwasy omega3, czosnek, witaminy B, pewne typy grzybów, olena, pestki moreli, olej z czarnuszki i boswellia, a to tylko kilka z nich.
Inne sposoby leczenia.
W moim przekonaniu, pozytywne nastawienie, serce wypełnione wdzięcznością, modlitwa lub medytacja, joga lub ćwiczenia ciała były bardzo ważną częścią procesu leczenia. Pracowałam także nad uwalnianiem zbyt gęstej energii emocjonalnej, która może zapoczątkować chorobę. Do tego chodziłam co najmniej 5 kilometrów dziennie.
Otoczona miłością Wszechświata, wszystkimi powyższymi, razem z miłością, wsparciem, dobrymi intencjami i ogólnie pozytywnymi wibracjami, poczułam że świat jest lepszym miejscem. Wsparcie które otrzymałam od mojej rodziny i przyjaciół było najbardziej niezwykłe. Wszyscy byli otwarci i hojni, a to tak wiele dla mnie znaczy.
Dowodów na właściwości lecznicze marihuany jest coraz więcej. Jestem podekscytowana przyszłością medycznej marihuany i czuję potrzebę opowiedzenia mojej historii każdemu, kto jest zainteresowany. Modlę się też, aby zostało to przyjęte z otwartym umysłem i dobrym sercem.
Dużo błogosławieństwa dla wszystkich,
Kelly.
Tłumaczenie ze strony:
http://www.cureyourowncancer.org/the-kelly-hauf-story-how-she-beat-brain-cancer-naturally-with-cannabis-oil.html
/Daria